Кшиштоф Камил Бачиньски. Морская Баллада.

Krzysztof Kamil Baczy;ski Ballada morska
Кшиштоф Камил Бачиньски. Морская баллада.

 На море, где рыбы играли,
прыская вверх и в глубь,
на корабле из кораллов
девы лазурные смеялись
на извивах серебряных труб
и локоны их колыхались
на прозрачных ракушках рук
Острова были как черепахи,
чайки быстрые словно иглы,
тишь то шили, то резали смаху
и на воду сажаясь, cтыли.
И запели мы первую песнь,
запевай нам, рапсод, как в штормах
погружаясь, они как в смерть,
шли ко дну на канатах чёрных.
Но руками влекомые крепкими,
выплывали, одетые в лёд,
с жемчугами, от крови липкими,
и холоден смутный был взгляд.
И молили жалобно: там мы
быть хотим, снова там, где напевны
и телесны растущие гаммы,
и шумят словно ливни деревья.
А на дне они плакали звонко,
возвращались пеной солёной,
и молчали они, лишь только
край земли целовали зелёной.
И на берег весёлый не вышли
не упали на дно словно камни,
но взнесёнными только руками
колыхались то вверх то вглубь.
А лазурные девы смеялись
на ветвях водяных труб.
И забросили девы светлую сеть,
что как пальчики их, иль живая ртуть,
изловили, заплакали, тёмные очи целовали
и глубокую в них, там, на дне, смерть.

6 декабря 1943 года.

BALLADA MORSKA

Po morzu, gdzie ryby jak jaskry
pryskały w górę i wgłąb
na korabiu z koralów jasnych
panieneczki błękitne się śmiały
na skrętach srebrnych trąb
loki lotne jak obłoki kołysały
na przejrzystych muszelkach rąk.

Wyspy ciepłe kwitły jak żółw,
mewy szybkie, ostre jak igły
szyły ciszę, to ją cięły na pół
i u wody przypięte stygły.

Zaśpiewaliśmy pierwszą pieśń
zaśpiewajmy rapsod jak chmura:
zapadali się ogromni, aż po śmierć,
do ciężkiego dna na czarnych sznurach.
Wyciągały ich dłonie krzepkie
całych w kuli srebrnej jak lód
w dłoniach mieli perły od krwi lepkie
oczy mieli smutniejsze niż chłód.
I prosili głosem smukłym: tam
chcemy na dół wrócić gdzie śpiewnie
rosną ciała wygiętych gam
i szumiące jak ulewa modrzewie.

A na dnie płakali jak dzwonek,
powracali jak pęcherz wodny
i milczeniem tylko wiało od nich,
usta ziemi całowali zielone.

I na ląd wesoły nie zeszli,
i na dno nie spłynęli jak kamień,
tylko byli jak wzniesione ramię
kołyszące się to wzwyż to w głąb.

Panieneczki błękitne się śmiały

[056]

na łodygach wodnych trąb.

I puściły panieneczki jasną sieć
jak paluszki ich tak wiotką i jak rtęć
wyłowiły, zapłakały, ciemne oczy całowały
i głęboką w nich aż do dna śmierć.


6 XII 1943.