Pieśń o Hajawacie

Zielenieje gaj, a wata
Chmur bieleje, jak bawełna.
Modry jest karbunkuł nieba.
W moim czółnie jestem sam.
Jak ostrożny Hajawata
Wstecz wiosłuję koło Chełmna.
Mam w kieszeni pajdę chleba
I w kapciuchu tytoń mam.

Napcham fajkę pokojową
Trochę póżniej, teraz - nie trza.
Bo w zaroślach, czyli w trzcinie,
Gdzie mnie zawiódł dobry los,
Jak nalewkę muszkatową
Piję każdy łyk powietrza.
Lecz o szarej o godzinie
Tu wyzłocę mały stos.

Ten rozgoni strzępki zmierzchu
Niby księżycowa dróżka.
Gwiezdny deszcz, przynosząc świeżość
I derkacza głośny zew,
Cicho zgaśnie gdzieś na wierzchu...
Wreszcie zasnę obok brożka,
Pościeliwszy rdest i świerzop,
Pod opieką czujnych drzew.


Это польский вариант моего стихотворения "Песнь о Гайавате": http://www.poezia.ru/works/86409

Написан несколько позже варианта на русском языке . 

В 2015 году опубликован в антологии W trawach wiatr dni moje 

wygrywa издательства Polish American Poets Academy, Wallington, USA


У произведения нет ни одного комментария, вы можете стать первым!